Lada ocaliła mi życie

Internet jest pełen zapisków o niesamowitych historiach i jestem pewien, że wiele z nich to całkowicie zmyślone bujdy.

Różne przypadki chodzą po ludziach tak w moim przypadku

wyposażenie wnętrz hotelowychMoja jednak jest prawdziwa, choć przyznaję, że jak sam słucham siebie, po raz kolejny ją opowiadając, to trudno mi w nią uwierzyć. Jestem najpewniej jedną z nielicznych osób na świecie, którą przed śmiercią, a przynajmniej kalectwem, uratowało wyposażenie wnętrz hotelowych. Specjalnie używam takiego katalogowego terminu – powiedzieć po prostu, że była to lada recepcyjna, to byłoby za mało w tej nieprawdopodobnej historii. Jak to się stało? Hotel, w którym pracuję, stoi w centrum miasta, bardzo blisko ruchliwego skrzyżowania. Przeszklony front i wejście bardzo ładnie wygląda, natomiast kiepsko zatrzymuje rozpędzone samochody, których kierowcy tracą nad nimi panowanie. Właśnie w takich sytuacjach, pracowników ratują meble hotelowe. Mnie uratowała kamienna lada o grubości sześćdziesięciu centymetrów, bo to właśnie na niej zatrzymał się samochód. Jak się później okazało, kierowca zasłabł i dlatego stracił panowanie nad kierownicą. Pewnie niewiele osób na świecie obchodzą meble do hoteli, ale ja postanowiłem, że zachowam sobie kawałek strzaskanej lady. Stoi teraz w moim pokoju, przypominając mi o całej tej przygodzie. Czasem półprzypadkowe wydarzenia decydują o naszym losie.

W moim przypadku była to tylko i wyłącznie czyjaś decyzja, że lada hotelowa będzie kamienna, a nie drewniana. Być może była to kwestia gustu, ale tak czy inaczej – jestem wdzięczny.